Lena Gryszko & Kuźniar Media Jarosław Kuźniar media
30 kwietnia 2020
Udostępnij

Lena Gryszko & Kuźniar Media

Lena Gryszko & Kuźniar Media

Lena Gryszko od 2016 roku na poważnie zajmuje się gotowaniem. Praca zdalna umożliwiła jej poświęcaniu sporej części swojego czasu właśnie na to, by zajrzeć do kuchni i bawić się smakami. Z tej pasji zrodził się pomysł na biznes o blog przepisytradycyjne.pl.

KM: Z czego rodzi się potrzeba prowadzenia bloga kulinarnego? To chęć dzielenia się jedzeniem z innymi, czy raczej pamiętnik dla siebie i rodziny?

Lena Gryszko: Początkowo blog miał być rocznym projektem – odskocznią od pracy, czasem dla mnie. Zdecydowałam się “dać” sobie rok 2016, żeby zastanowić się, co chcę robić. 1 stycznia 2016 roku pojawił się na blogu pierwszy przepis.

Chciałam ten rok wykorzystać na rozwijanie swojej pasji, którą od zawsze było gotowanie. Chciałam też mieć codziennie konkretne zajęcie, dlatego w pierwszym roku istnienia bloga publikowałam nowe przepisy praktycznie każdego dnia. W ten sposób intensywnie się uczyłam, poznawałam tajniki gotowania, studiowałam książki kucharskie, uczyłam się obsługi aparatu (kompletnie nie umiałam robić zdjęć nie wspominając nawet o video) i budowałam na bieżąco społeczność na blogu. Byłam pozytywnie zaskoczona z jakim zainteresowaniem spotkała się idea bloga. Otwarcie komunikowałam, że sięgam po ponad 100-letnie receptury i to okazało się być mocnym wyróżnikiem bloga spośród innych blogów kulinarnych.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Food | PrzepisyTradycyjne.pl (@lenagryszko)

KM: Czy blog i kanał na YT okazały się trudniejsze w prowadzeniu, niż zakładałaś? W końcu każdy materiał to wysoka jakość…

Lena Gryszko: Oczywiście, że tak (śmiech) Teraz mogę tak pewnie na to pytanie odpowiedzieć, bo wiem po prostu ile czasu zajmuje przygotowanie jednego przepisu. Przed prowadzeniem bloga wydawało mi się, że nie ma w tym większej filozofii i jest to “szybka” sprawa. I w sumie często tak jest, że jak nie wiemy dokładnie jak coś działa to zakładamy, że jest to łatwe. Oczywiście można publikować ad hoc, można wrzucać coś spontanicznie ale jednak jeżeli ma się jakąś wizję, narzuciło się sobie jakąś jakość to jednak potrzebny jest czas. Publikacje mam zaplanowane na kilka tygodni do przodu.

YT jest u mnie osobnym tematem. Robiłam kilka podejść do YT. Nie mogę powiedzieć, że rozwijam go systematycznie. W ogóle nie mogę powiedzieć, że go “rozwijam”. W zasadzie jestem przykładem tego jak YT nie prowadzić (śmiech)

YT jest u mnie projektem, który muszę dopracować, znaleźć format, określić jak chcę się realizować na YT i konsekwentnie zacząć to robić. YT jest u mnie jeszcze niespełnioną ambicją. Chociaż nie ukrywam, że za chwilę znów zacznę publikować.

 

 

KM: Jak bardzo czasochłonne jest opracowanie jednego przepisu, aby całość znalazła się na blogu?

Lena Gryszko: W skrócie 1 przepis to jeden dzień pracy, w zależności od poziomu skomplikowania przepisu zajmuje to od 6 do 10 godzin.

Wymyślenie przepisu i przygotowanie składników to najprostsze czynności. Gotowanie – najwięcej czasu pochłania kręcenie materiału podczas gotowania z jednoczesnym robieniem zdjęć. Podczas przygotowywania jednego przepisu mam kilkadziesiąt ujęć video oraz kilkadziesiąt zdjęć. Przestawianie statywu, ustawianie się, żeby światło było dobre, ustawianie wizualne – żeby finalnie powstał ładny obraz – przy jednoczesnym myśleniu o gotowaniu i kolejności poszczególnych czynności.

Jak już mam zrobione danie, to czas na obróbkę zdjęć, montaż video – teraz montuję 3 różne formaty: na IGTV, na TT, na YT. Do tego opracowanie wpisu na bloga i zaplanowanie postów w kanałach SM. I tak mija czasami nawet 10 godzin zanim mam przygotowany materiał do publikacji.

 

 

W sumie 5 lat temu, to co robię teraz, było dla mnie abstrakcyjne i nieosiągalne ani pod względem technicznym ani pod względem umiejętności.

KM: Kiedy poczułaś, że pasja zamienia się w pracę, w biznes?

Lena Gryszko: Pod koniec 2016 roku zdałam sobie sprawę, że szkoda byłoby zamykać bloga i szukać dla siebie innego zajęcia skoro już po kilku miesiącach prowadzenia bloga miałam współprace. W pierwszym roku nie były to duże kwoty, nie było też dużo tych współprac natomiast zdawałam sobie sprawę, że jeżeli będę dalej prowadziła bloga, rozwijała go, to faktycznie może się to stać moją realną pracą. Postawiłam sobie cele i starałam się je osiągnąć.

Pamiętam, jak wiele osób mówiło mi, że prowadząc bloga kulinarnego nie da się zarabiać. Doświadczeni blogerzy wspominali, że aby pojawił się pierwszy klient, to muszę czekać nawet 2 lata. Agencje mówiły, że jeżeli chcę zarabiać na współpracach, to powinnam mieć minimum 50 tysięcy użytkowników, a lepiej żeby było jednak 100 tys. miesięcznie na blogu.
Zbierałam te wszystkie obiekcje/sugestie/rady i działałam dalej. Blog pochłonął mnie całkowicie.